300 km w jeden dzień

Blog / Relacja / Trening / Wycieczka / 6 lipca 2015

W sobotę, 4 lipca przejechałam drugi raz w życiu dystans 300 km na rowerze w jeden dzień. Oprócz opowieści jak było, znajdziecie poniżej kilka przemyśleń dotyczących takich długich wycieczek.

Kilka faktów
300 km do Kazimierza Dolnego i z powrotem to mój drugi tak długi dystans.Mój rekord to 336 km, które udało mi się pokonać w czasie 24 godzin, teraz 300 km zrobiłam w ok. 16 godzin. Wystartowaliśmy o 7:30, a o północy byliśmy z powrotem w domu. Czas jazdy jest niższy, bo bez postojów i bez przeprawy promem to pewnie jakieś 13 godzin. Ze dwie godziny spędziliśmy na rynku w Kazimierzu. Po prostu wjechaliśmy na rynek, kilka razy przeszliśmy pod bramą wodną ustawioną centralnie na rynku i zajęliśmy stolik w restauracji. A po obiedzie i deserze koło 17 ruszyliśmy w drogę powrotną.

Odpoczynek
W czerwcu zaczęłam jeździć intensywniej rowerem, przejechałam ponad 1000 km, bo do szosy dołączył rower miejski, który jest singlem i na początku moje nogi przeżyły lekki szok. Na singlu muszę jeździć bardziej siłowo, skoro nie mogę zmieniać biegów. Forma rosła, ale i zmęczenie również. Kontrolowanie zaczęłam odpoczywać, mimo ładnej pogody, takiej idealnej na rower, zdarza mi się przypałzować. Przed przejechaniem dłuższego dystansu robię 1-2 dni odpoczynku. Tak też zrobiłam w piątek przed wycieczką.

Nagroda
Przejechanie już takiego dystansu powinno być nagrodą samą w sobie, ale lubię mieć cel. Najlepiej, aby to było miejsce w którym można odpocząć i przekąsić coś. Do Kazimierza Dolnego po raz trzeci wjeżdżałam na rowerze. Pierwszy raz miałam to zrobić bez nocowania ani wsparcia w postaci dojazdu pociągiem. Urocze miasteczko, z rynkiem, z wyborem restauracji. I jeszcze bonus w postaci przeprawy promem w Bochotnicy.

Trochę trzeba mieć w głowie
To nie jest tak, że weźmie się masę jedzenia do plecaka i wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy do roweru, sprawdzi pogodę, będzie jechało blisko miejsc z których łatwiej zapakować się do pociągu, autobusu, aby wrócić do domu, jak opadniemy z formy. Jedzenia tyle nie potrzebujemy, bo nie ma sensu tego wieźć ze sobą. Sklepy po drodze będziemy mijać, więc warto wziąć gotówkę, bo jeszcze zdarzają się sklepy, w których nie można płacić kartą. Pogoda jest na pewno kluczowa, pod koniec czerwca i na początku lipca jest ciepło. Nie bez przyczyny też wybrałam lipiec, a nie sierpień. Dzień wciąż jest długi, a poranki i wieczory ciepłe*.

Przejeżdżanie przez miejsca,z których łatwiej wrócić np. pociągiem jest przydatne, zwłaszcza gdy złapie nas deszcz, kryzys lub inne nieszczęście.  300 km to spory dystans, którego nie należy się bać, ale zdawać sobie sprawę, że takie dystanse często rozgrywają się w głowie. Bo przyjdzie kryzys. Mnie już złapał na 110 km, była już chyba godz. 12. Zrobiło się upiornie gorąco, afalt już nagrzany, woda w bidonie jak ciepła zupa, nie dawała ulgi i musiałam zatrzymać się. Drugi kryzys złapał mnie już po zmroku, zrobiło się naprawdę zimno, dopadła mnie senność, byłam już mega zmęczona i jeszcze zrobiło się nudno. Nuda totalna, bo już wszystko co miałam przemyślałam, Marcin jechał szybciej, a ja zaczęłam odpadać.

Just ride
Nikogo nie namawiam do pokonywania takich dystansów bez przygotowania sprzętowego, treningowego i psychicznego. Tak długi dystans daje sie nie tylko we znaki ze względu na obolałe nogi, ręce, plecy, czy kark. To psychicznie nieźle daje w kość. Tylko czasem sobie myślę, że 200 czy 300 km w jeden dzień to nie jest coś nie do przeskoczenia. Że nie trzeba mieć super szosy za kilkanaście tysięcy, idealnej stylówy, całego peletonu kolarzy którzy nas ciągną czy kilkunastu bufetów żywieniowych po drodze. Zakładam, że osoby, które myślą o takich dystansach to osoby, które mają pewne doświadczenie i w sezonie o tej porze już mają minimum 2-3 tys. km przejechanych i tylko potrzebuję zachęty, tego lekkiego popchnięcia, aby wsiąść na rower i pojechać.

Trasa
https://www.strava.com/activities/339191586
https://www.strava.com/activities/339345494
https://www.strava.com/activities/338836307

*sobota była bardzo upalna, więc tutaj uważałabym, aby wybrać dzień ciut chłodniejszy, aby oszczędzić organizmowi trochę wysiłku.

DCIM137GOPRO

DCIM137GOPRO


Tagi:



Ania
Ania
Od 2 lat dumna posiadaczka roweru szosowego. Sezon 2013 poświęciła na dopasowanie roweru, aby w 2014 roku startować w ramach Pucharu Polski w Rowerowych Maratonach Szosowych. Rok 2015 to co raz dłuższe dystanse. Osiągnięcia 2014: pokonanie dystansu 336 km w 20 h i I miejsce w kategorii K2 w Pucharze Polski w Rowerowych Maratonach Szosowych. Marzy, aby kiedyś przejechać 1008 km w 3 dni.




Previous Post

Podsumowanie czerwca

Next Post

Campagnolo





You might also like

  • onawielepiej !

    gratuluje tak dlugiego dystansu. to nie lada wyczyn. ja tak jak piszesz obawialabym sie wlasnie tej nudy (oprocz oczywiscie tego z enie dam rady i ni emam sily i goraco….) – bo jednak to ona troche demotywuje. pozdrowki

    • Dzięki, nuda niestety mnie dopadła na sam koniec. Ale podobno jakby jechała szybciej to bym jej uniknęła:)

    • Dzięki, nuda niestety mnie dopadła na sam koniec. Ale podobno jakby jechała szybciej to bym jej uniknęła:)

  • Ryszard

    Zawsze podziwiam tych co 300 zrobili. Mnie się za młodu udało 250 i to z przypadku, a nie planowane. Ale 200 to robiłem tak, po prostu, żeby dojechać gdzieś tam. Między 200, a 300 jest przepaść. Gratuluję.

    • Ja z tych długodystansowców, którzy robią 200-300 km. Wiem jak to jest gdy przejedzie się 200, też piękna sprawa!

  • felicity004 .

    Ostatnio po raz pierwszy przejechałam ponad 3 stówy zimą. Fajna zima, że można tyle na rowerze. Wcześniej takie akcje w lecie http://nakreconakreceniem.blogspot.com/2016/02/zimowy-czeski-film-312-km-na-raz.html?showComment=1455238054076


More Story

Podsumowanie czerwca

Czerwiec pod każdym względem miał być lepszy od maja. I taki był. 1137 przejechanych kilometrów, start w maratonie...

2 July 2015