37 tygodni

Blog / Lifestyle / 22 czerwca 2016

Zbierałam się do tego wpisu przez ostatnich kilkanaście tygodni. Wpis na blogu nie ukazywał, ale ja nieśmiało zaczęłam wracać do prowadzenia profilu na Facebooku. Przyznam się, że myślałam, że nie porzucę bloga na czas ciąży, a stało się inaczej. Chyba jakaś część mnie uznała, że nie będę pisać o czymś z czego zrezygnowałam na jakiś czas. Mimo wszystko odstawiłam rower i bloga.

Kiedy potwierdziłam oficjalnie u lekarza swój stan, była połowa listopada. Pogoda raczej nie zachęcała do jazdy na rowerze, poza tym to też dobry czas na odpoczynek po dosyć intensywnym sezonie kolarskim. Próbowałam jednak nie porzucać aktywności fizycznej, czasem pojawiałam się na zajęciach spinningu, a kiedy spadł śnieg, bywałam na biegówkach. Jednak I trymestr to nudności i zmęczenie. II trymestr okazał się łaskawszy, bo nudności skończyły się, ale pozostało zmęczenie, a brzuszek też rósł. O III trymetrze nie będę nawet wspominać. Pogoda zaczęła nas rozpieszczać ciepłymi czy nawet gorącymi dniami. Nie jest łatwo być wtedy w ciąży.

Przestałam się mieścić w swoje kolarskie ubrania jeszcze zimą i przyznam się, że kiepsko to podziałało to na moją psychikę. Mimo, że nie miałam żadnych przeciwwskazań od lekarza, że powinnam zaniechać aktywności fizycznej, to na rower w tym roku nie wsiadłam. Liczę, że jesień będzie łaskawsza dla mnie i dzieląc się opieką nad dzieckiem z mężem i dziadkami, czasem uda się wyskoczyć na krótką standardową pętlę koło domu. Mam taką na dwadzieścia kilka kilometrów. Akurat wyrobię się pomiędzy karmieniami.

Przyznam się, że poczułam się odstawiona na boczny tor. Już od wczesnej wiosny, kolarze ruszyli w trasy, najpierw głównie zagraniczne, a teraz przemierzają polskie szosy. Marcin również korzystał z tego, że z dzieckiem jestem w pakiecie, a nie osobno. I wiem, że innej opcji nie ma, ale jakoś tak smutno było, mimo ogromnego szczęścia, że z córką jest wszystko w porządku, ciąża przebiega prawidłowo, to ja musiałam odpuścić. Może nie musiałam, ale chciałam. Macierzyństwo jest takie pokręcone.

Mimo ogromnego zapału, aby pozostać aktywną (zwłaszcza w ciąży), nie wsiadłam na rower. Szosa odpadła z wiadomych powodów. Młoda nie byłaby zachwycona, gdyby zafundowała jej ścisk. Inne rowery już też poszły w odstawkę, grzecznie czekają na mój powrót. A ja żyję jesiennymi i przyszłorocznymi planami. Wiem, że dziecko zmienia wszystko. Nie chciałabym jednak, aby zmieniło wszystko i żebym musiała zrezygnować z czegoś co sprawia mi tak wiele przyjemności i satysfakcji. Bo ciąża spowodowała, że uświadomiłam sobie jak mi brakuje w życiu roweru. Tej prostoty, bo teraz muszę wymyślać gdzie pojechać, a wcześniej można było wsiąść na rower i jechać tak po prostu. Poza tym rower był dla mnie świetnym relaksem, podczas długich dystansów wszystko sobie można było poukładać, przemyśleć i ze spokojną głową wrócić do domu.

Staram się myśleć, że mimo, że będzie inaczej, mniej elastycznie, to jednak jako rodzic nie zrezygnuję swojej pasji. Wierzę, że wszystko zależy od mnie.

Zdjęcie pochodzi ze strony pexels.com





Ania
Ania
Od 2 lat dumna posiadaczka roweru szosowego. Sezon 2013 poświęciła na dopasowanie roweru, aby w 2014 roku startować w ramach Pucharu Polski w Rowerowych Maratonach Szosowych. Rok 2015 to co raz dłuższe dystanse. Osiągnięcia 2014: pokonanie dystansu 336 km w 20 h i I miejsce w kategorii K2 w Pucharze Polski w Rowerowych Maratonach Szosowych. Marzy, aby kiedyś przejechać 1008 km w 3 dni.




Previous Post

Ładowanie telefonu i gpsa na długim dystansie



  • żaba

    To wspaniałe, że zdecydowałaś się podzielić się z nami tym, co sobie teraz myślisz. Są tacy, którzy mówią, że wszystko jest bez zmian, że obawy są dla słabych i że niczego się nie boją. Pojawienie się na świecie małego człowieka to pewnie największa zmiana w życiu, po której nigdy nie powraca ono do stanu „sprzed”. Wierzę jednak święcie, i takie przykłady też znam, że wszystko da się fajnie zaplanować i poukładać. A tylko człowiek szczęśliwy i spełniony może dzielić się tym szczęściem z innymi, szczególnie małymi. Trzymam więc mocno kciuki i wierzę, że wszystko będzie układać się po Waszej myśli! Brawo, mama! :))

    • Dzięki za miłe słowa. Mam nadzieję, że wszystko ułoży się dobrze!

  • Ej, ale co się stało? Przecież w ciąży można jeździć rowerem. Nawet mniejszy wysiłek niż podczas chodzenia, tylko rower bardziej się przydaje typu miejskiego. Moja znajoma (Krysia Żyżyńska, niejeden puchar zdobyła), jeździła jeszcze w 9 miesiącu ciąży, a pierwsze zawody ukończyła miesiąc po porodzie. Tylko tata młodej pilnował. To nie koniec świata, serio. A poza tym ładujecie dziecko w hamak do przyczepki (można kupić oddzielnie i zainstalować do tańszej, amortyzowane produkcji polskiej, bardzo mocne, można już kupić za kilkaset złotych) i jedziecie jesienią na wycieczkę, przynajmniej dziecko się zahartuje. Jak dziecko skończy 10 miesięcy, to wbijasz w fotelik na przód i jeździsz po pieluchy w towarzystwie. Jestem mamą od prawie 4 lat i robię 3-5 tys. km rocznie, z sakwami. Młodą zajmie się babcia lub niania, jeśli chcemy poszusować sami. Alisa sporo też jeździ z nami, cały rok, również zimą (pierwszy raz na mrozie jechała w foteliku mając niecałe 1,5 roku). Wiadomo, że spontaniczność w wydaniu rodzica to inna para kaloszy, ale jeśli się chce, wszystko jest możliwe. Polecam takie blogi jak Kajtostany.pl i na pocieszenie blog rowerowy mego dziecka na bikestatsie – kluska.bikestats.pl 🙂

    Dziecko zmienia wszystko? No, z takim nastawieniem, to Ty daleko nie zajedziesz. Dziecko nic nie zmienia, życie toczy się dalej. Powodzenia! 🙂

    • Z jakim nastawieniem?:) Na razie napisałam jak było ostatnio. Już czekam na poród, potem regeneracja i wsiadam na rower jesienią! A plany na końcówkę roku i przyszły mam tak duże, że nie wiem czy się z nimi wyrobię:)

      • Trzymam zatem kciuki za powrót do formy. Wylądowałam tu, bo mi znajomy podrzucił link, jakobyś nieco marudziła. 😉

  • Adam Kozera

    Kajaki z dzieckiem się bardzo dobrze sprawdzają, polecam – zwłaszcza na Pilicy!


More Story

Ładowanie telefonu i gpsa na długim dystansie

Oto kilka sposobów co zrobić, gdy w najbliższym drzewie jednak nie ma kontaktu, jedziemy długi dystans, a Strava musi...

3 December 2015