Bez licznika

Blog / Motywacja / Sprzęt / 30 września 2015

Jesień za oknem co raz mocniej rozgaszcza się na naszym podwórku i sezon kolarski powoli kończy się. Wiadomo, że przełaje, dojazdy do pracy, ale nie ukrywajmy, jeździmy trochę mniej niż w pełni lata. Nastał czas podsumowań, jeszcze nie sezonu, ale to jeszcze chwilkę. Będzie o tym, że warto mieć przyjemność z jazdy.

Chyba tylko na samym początku jeździłam z licznikiem. W maju przestałam, i jak nie jeżdżę z Mio nie wiem jak szybko jadę, ani ile km już przejechałam. Rower, droga i ja.

Kiedyś, aby pojeździć na rower, brało się rower i jeździło, a teraz? Chyba najlepiej oddaje to ta grafika:

9gag.com

9gag.com

To teraz mamy gadżety. Nim wsiądę na rower jeszcze w domu muszę mieć naładowany w 100% telefon, power bank w drugiej kieszeni, bo bateria telefonu z włączoną Stravą, robieniem zdjęć w trasie nie da wystarczy. Wracam do domu i wgrywam trasę, obrabiam zdjęcia, zamieszczam na Facebooku i Instagramie. Ale serio czy to znaczy, że teraz jest gorzej? Lubie nowości, zwłaszcza aplikacje, które wspierają mnie w codziennym życiu i pracy. Bo do wszystkiego trzeba podchodzić z umiarem i odpowiednio korzystać z dobrodziejstw świata technologii. Znać zagrożenia, co wolno, a czego raczej nie powinniśmy udostępniać. To wszystko wciąż jest dla nas. Moją odskocznią od świata online jest rower i mimo, że smartphone nagrywa ślad, to przez większość czasy nie patrzę w jego ekran. Jazda na rowerze to wciąż dla mnie aktywność z innymi. Nie jeżdżę sama, a jak już to robię, to robię z tego wielkie halo!

Ale to nie miał być post o social media i innych takich w moim życiu. Tytuł posta zobowiązuje. Jednak zrezygnowałam z licznika takiego najzwyklejszego. Wsłuchuje się w organizm. Jestem w stanie wyczuć najmniejsze szarpnięcie peletonu. Wiem, kiedy dobijam na płaskim do 40km/h.

Dlaczego tak? Nie odliczam kilometrów. Co w moim przypadku okazało się bardzo motywujące. Kiedy mam określony cel, tak jak w przypadku wycieczki do Kazimierza Dolnego, dystans nie jest żadnym problemem. Jadę do i wracam. Ale odliczanie kilometrów działa kiepsko na psychikę, kiedy wiem, że trasę pokonam 3 razy. Trzeci raz już boli. Bez licznika w pełni skupiam się na drodze, na własnych myślach. This is my meditation.






Ania
Ania
Od 2 lat dumna posiadaczka roweru szosowego. Sezon 2013 poświęciła na dopasowanie roweru, aby w 2014 roku startować w ramach Pucharu Polski w Rowerowych Maratonach Szosowych. Rok 2015 to co raz dłuższe dystanse. Osiągnięcia 2014: pokonanie dystansu 336 km w 20 h i I miejsce w kategorii K2 w Pucharze Polski w Rowerowych Maratonach Szosowych. Marzy, aby kiedyś przejechać 1008 km w 3 dni.




Previous Post

Kielce BIKE-EXPO 2015

Next Post

#‎SwiecPrzykladem‬




More Story

Kielce BIKE-EXPO 2015

Dla mnie to pierwsza taka impreza. Nawet nie planowałam się na niej pojawiać, ale deszcz pokrzyżował mi sobotnie plany....

27 September 2015