Campagnolo

Blog / Lifestyle / Męskim okiem / Sprzęt / 9 lipca 2015

W moim poprzednim tekście cofnęliśmy się do lat 80tych. Dziś proponuję znacznie dłuższą podróż w czasie. Do roku 1930. 

Wtedy do niezrzeszony kolarz, Tullio Campagnolo, zdobywał alpejskie przełęcze podczas wyścigów takich jak Giro d’Italia czy Mediolan-San Remo. A w tamtych czasach, gdy rowery nie miały przerzutek, każdy podjazd okupiony był znacznie większym wysiłkiem. Zmiana biegu odbywała się poprzez wymontowanie i odwrócenie koła.

Legenda głosi, że młody Campagnolo, podczas jednego z wyścigów w iście zimowych warunkach nie poradził sobie z odkręceniem koła. Zaowocowało to DNFem. To zdarzenie stało się impulsem do wynalezienia szybkozamykaczy kół, a następnie pierwszej w historii przerzutki, zwanej biegiem ROD.

Jak działa bieg ROD? Przerzutka ta obsługiwana jest za pomocą dwóch dźwigni znajdujących się na tylnym trójkącie ramy. Pierwszą dźwignią luzuje się koło (odpina szybkozamykacz). Następnie drugą dźwignią należy przesunąć łańcuch na inny bieg.

campa-rod-gear

Bieg ROD – źródło: http://pedalareversoilcielo.blogspot.com/

Campagnolo zrezygnował z kariery kolarza na rzecz produkcji rowerowego osprzętu. Każdy jego produkt był dopracowany w najdrobniejszych szczegółach, co szybko przyniosło mu rozgłos. Jego marka zaczęła być symbolem zwycięstwa. Manufaktura, a następnie fabryka Campagnolo eksperymentowała z materiałami. Jako pierwsza zastosowała magnez do produkcji części rowerowych. Ciekawostką jest, że w asortymencie znalazły się także koła do sportowych samochodów oraz odzież narciarska.

Możemy długo dywagować na wyższością Campy nad Shimano czy odwrotnie. Może według innych najlepszy osprzęt robi Sram. Ale czy dla amatora to takie ważne, która przerzutka, zmienia szybciej bieg, a która korba jest sztywniejsza? Dla mnie liczy się styl i emocje jakie budzi rower. To one dodają smaczku, atrakcyjności. To one zmieniają grymas bólu palących mięśni w uśmiech. A szosa prowadzi dalej, dalej… i tylko długość cienia przypomina, że pora wracać do domu.

A jak komuś nie wystarczają moje słowa odsyłam do filmów. Najpierw motywacyjnie, potem historycznie.

 

 

 


Tagi: , , , ,



Marcin
Marcin
Zawodowo inżynier, prywatnie mąż Ani, hobbistycznie kolarz – amator lubujący się w dystansach ultra. Ukończył Maraton Rowerowy dookoła Polski (MRDP) oraz dwukrotnie Bałtyk Bieszczady Tour. W 2015 roku przejechał polskie góry w ramach górskiej edycji MRDP.




Previous Post

300 km w jeden dzień

Next Post

Cyclinki #2




More Story

300 km w jeden dzień

W sobotę, 4 lipca przejechałam drugi raz w życiu dystans 300 km na rowerze w jeden dzień. Oprócz opowieści jak było,...

6 July 2015