Do Sandomierza

300-400 km / Blog / Relacja / Wycieczka / 21 lipca 2015

Miało być 400 km w dwa dni, ale jest 330. Tez całkiem niezłe jak na to co działo sie podczas tych 2 dni.

Wiatr
Wmordewind idealny, podręcznikowy-trzymał nas całe 217 km z Warszawy do Sandomierza. Nie dał wytchnienia. ICM pokazał że będzie ciepło, ale temperatura nie miała rosnąć stopniowo, tylko błyskawicznie zrobiło się gorąco. Poczuliśmy to nagle. Wjechaliśmy wtedy do Kaznowa. Na rynku ani jednej żywej duszy. Wszyscy pochowani w domach lub na podwórkach w cieniu. Od czasu do czasu przejechał tylko samochód. Do mety było tylko 100 km. Czyli ani dobrze ani źle. Wszędzie daleko.

Wiejskie klimaty
Jestem rasowym mieszczuchem, mieszkam całe życie w bloku. Fakt, że część wakacji spędzałam w domu babci mimo wszystko nie pomaga. Wszędzie było blisko, do sklepu osiedlowego, większego hipermarketu, centrum handlowego. Wszędzie samoobsługa. A tu w tych miejscowościach bliżej i dalej od Warszawy wchodzimy w interakcję ze sprzedawcą. I klimaty przed sklepem, gdzie niektórzy mężczyźni szukają wytchnienia od życia w tanim winie lub piwie. Wyjątkowo trafiliśmy na barwną ekipę. Jeden z panów przysiadł się do nas. Wypytał o skąd i dokąd jedziemy, czy mam nocleg na miejscu i zapytał nawet ile kosztują takie specjalne buty. Sączył sobie niespiesznie winko. Jego kumple niedaleko od nas rozpoczynali grę w tysiąca. Start wzbudzał sporo emocji, ale panowie mieli świetny na danie im upustu. Sypały się k…. Zawsze wtedy odczuwam ogromną przepaść kulturową. My przyjechaliśmy na szosach, w specjalnej odzieży, z całym tym fancy sprzętem, jogurcik, bułeczka, owocek. A tam na tej drugiej ławce panowie którzy na rowerze jeżdżą do pobliskiego sklepu a rower pamięta jeszcze czasy II Wojny Światowej.

Pszczoła
Odbyliśmy od większej drogi i wjechaliśmy w śliczne miejsce. Lekko pagórkowaty teren. Górki idealne-zjeżdżając z jednej można było podjechać kolejna. Jednak wtedy Marcina zaatakowała pszczoła. Chwile pobolało, ale wyglądało na to, że nic takiego nie stało się. Tak nam się wydawało tylko.
Dojechaliśmy do Ożarowa i w Biedrze poszłam zrobić ostatnie zakupy przed Sandomierzem. Spieszyło się bo do Sandomierza zostało tylko 20 km, a już nadciągały złowieszcze chmury. Kiedy wyszłam ze sklepu u Marcina było już widać reakcję na użądlenie. Wysypka, pokrzywka, bąble? Trudno określić co dokładnie to było. Oprócz uczulenia na ciele nie miał innych symptomów, więc zdecydowaliśmy, że jedziemy do Sandomierza i tam będziemy szukać wsparcia. Pokonaliśmy dzielący nas dystans bardzo szybko i na spokojnie już po kojącej kąpieli ruszyliśmy na poszukiwanie apteki. Reakcja na użądlenie u Marcina zatrzymała się na wysepce ale stres nas nie opuszczał podczas jazdy do Sandomierza. Wapno złagodziło objawy i następnego dnia ruszyliśmy rowerami do domu.

Sandomierz
Na zwiedzanie miasteczka już nie wiele czasu pozostało. Mogliśmy jedynie chłonąć atmosferę ciepłego wieczoru na Rynku. Następnego dnia delektowaliśmy się urokami starych kamienic przy śniadaniu. Możliwe, że dobrze stało się, że nie było czasu na zwiedzenie. Możemy wrócić tam ponownie i już na spokojnie cieszyć się atrakcjami Sandomierza. A! Ojca Mateusza nie spotkaliśmy:P

Pociąg
Skróciliśmy powrót rowerami do domu. W sobotę przez przygodę z pszczołą położyliśmy się późno. Więc i wstaliśmy dosyć późno i dopiero ruszyliśmy koło 11 do domu. Poczuliśmy od razu, że sobotni wiatr dał na się we znaki. Skróciliśmy drogę do domu i rozgrzani do granic możliwości wsiedliśmy w końcu do upragnionego pociągu w Radomiu.

A Warszawa powitała nas burzą i tak się zakończył się dla nas weekend.

1

2

3

4


Tagi: , ,



Ania
Ania
Od 2 lat dumna posiadaczka roweru szosowego. Sezon 2013 poświęciła na dopasowanie roweru, aby w 2014 roku startować w ramach Pucharu Polski w Rowerowych Maratonach Szosowych. Rok 2015 to co raz dłuższe dystanse. Osiągnięcia 2014: pokonanie dystansu 336 km w 20 h i I miejsce w kategorii K2 w Pucharze Polski w Rowerowych Maratonach Szosowych. Marzy, aby kiedyś przejechać 1008 km w 3 dni.




Previous Post

Mój pierwszy trening

Next Post

Nie samym rowerem kolarz żyje





You might also like

  • Zawzsze mam obawy przed pszczołami i tego typu użyszkodnikami, zwłaszcza gdy nie wiesz co wpadło do gęby w czasie jazdy 😉

    • Fakt, czasem nie wiesz co wpada. Ja ostatnio zaczęłam obawiać się pszczół, bo to zdezorientowane od razu działa.


More Story

Mój pierwszy trening

Gdy piszę te słowa jest ciepły, niedzielny wieczór. Moje myśli są jednak gdzie indziej - na sobotnim treningu. Treningu...

14 July 2015