Historie pociągowe

Blog / Lifestyle / 27 lipca 2015

Ostatni weekend spędziłam nad morzem i to wyjątkowo bez roweru. O tym, że czasem warto odpocząć roweru pisałam tutaj. Nad Bałtyk dojechałam wyjątkowo pociągiem. I w związku z tym przypomniały mi się historie związane z przewożeniem rowerów w tym środku transportu.

Puszcza Białowieska
Zdjęcia nie mamy, a szkoda, bo to co działo się w wtedy w szynobusie łamało wszystkie zasady bezpieczeństwa. Na początku było normalnie. Chyba tylko my jechaliśmy z rowerami, ale na każdej stacji dosiadały się kolejne osoby również z rowerami. Na początku obok siebie stało chyba z 10 rowerów. Sporo ludzi i rowerów, więc pomyślałam sobie, że teraz to już nikt nie ma szans, aby wsiąść nawet bez roweru. Myliłam się. Już pod sam koniec trasy rowery piętrzyły się i sięgały do samego sufitu pociągu. W okropnym ścisku stali też ludzie.  Klima nie działa, a było mega gorąco, konduktor uznał, że będzie sprawdzał bilety. Całe szczęście stał w samym środku pociągu, bo inaczej rozjuszony tłumek wyrzucił by pana na najbliższej stacji. Nie zrobili tego bo nie mieli nawet jak podrapać się po d….

Powrót z nad morza
Tutaj nie było piętrzenia rowerów pod sam sufit, ale ogrom ludzi, bagażu i kilku rowerów już przerósł PKP. Trafiliśmy do wagonu bezprzedziałowego. Są one szklanymi drzwiami odgrodzone od przejścia między wagonami. Drzwi zamykają się automatycznie. Wyobrażacie sobie spędzić tak kilka godzin trzymając przycisk, aby drzwi nie zamknęły się na ramienia roweru?

Czechy-Polska
Chyba jeden z najmilszych podróży pociągiem doświadczyłam w Czechach. Pusto w pociągu, dużo miejsca, aby rowery postawić. Zero stresu. W Polsce za to rozpoczęły się problemy. Już najpierw gonitwa na pociąg, który miał dowieźć nas do Katowic. Szybka przesiadka w Katowicach i zostaje bez kasku! Mój pierwszy kask zgubiony! Oczywiście w pociągu relacji Katowice-Warszawa był również mega ścisk.

I od tamtej pory już rowery przewozimy albo samochodem, albo samolotem. A! Albo po prostu na nich jeździmy.






Ania
Ania
Od 2 lat dumna posiadaczka roweru szosowego. Sezon 2013 poświęciła na dopasowanie roweru, aby w 2014 roku startować w ramach Pucharu Polski w Rowerowych Maratonach Szosowych. Rok 2015 to co raz dłuższe dystanse. Osiągnięcia 2014: pokonanie dystansu 336 km w 20 h i I miejsce w kategorii K2 w Pucharze Polski w Rowerowych Maratonach Szosowych. Marzy, aby kiedyś przejechać 1008 km w 3 dni.




Previous Post

W upał na rowerze

Next Post

Czas na zmiany, czyli owijka!



  • Próbowałam w tym roku z rowerem pociągu Gdynia-Hel. Rowerów jechało chyba z 15, nie wiem jakim cudem się zmieściły. Aż dziw, że rower wyszedł z tego tylko z jednym ułamanym plastikiem. PKP robi co w swojej mocy, żeby zniechęcić do siebie rowerzystów 🙂

    • Mnie skutecznie zniechęcili. akurat mam samochód i wolę jak rowery obijają w aucie niż przeżywać nerówkę w pociągu.


More Story

W upał na rowerze

Przed wyjazdem do Kazimierza nie chwaliłam się nikomu, że planuję przejechać 300 km. Każdy miałby zdanie na ten temat...

24 July 2015