Masa Krytyczna kontra święta

Blog / Lifestyle / Męskim okiem / 31 października 2014

Dziś w wielu mediach pojawił się temat organizacji Masy Krytycznej tuż przed 1 listopada. Oczywiście jak zwykle pod newsami na temat masy wybuchła wojna na komentarze. Z jednej strony kowboje klawiatury wypisywali, że na mieście są korki, że rowerem to się jeździ po wsi, ewentualnie po parku. Po drugiej strony barykady pojawiały się głosy, że to nie rowery powodują korki, że trzeba się ruszać na świeżym powietrzu itd.

Jako, że zwykle jeżdżę po mieście rowerem wypadałoby mi się zgodzić z tymi drugimi. Po głębszym zastanowieniu jednak nie zgodzę się z żadną ze stron. Popieram postulaty organizatorów Masy, chcę żeby miasta były przyjazne dla rowerów, chcę bezpiecznie dojeżdżać do pracy, chcę żeby rower był postrzegany jako środek transportu – to oczywiste. Organizacja o nazwie Warszawska Masa Krytyczna (nie wątpię, że jej odpowiedniki w innych miastach też) działa całkiem skutecznie, żeby te cele realizować: wspiera imprezy prorowerowe, promuje rower jako środek transportu. Nie podoba mi się tylko jedno działanie – blokowanie ruchu podczas piątkowego szczytu (szczególnie przed świętami). Zajrzałem na stronę WMK aby sprawdzić jakie są jej cele:

  1.  Zwrócenie uwagi na obecność rowerów w mieście, o czym często zapominają urzędnicy podejmując różne decyzje – zgadzam się w 100%, że  parotysięczny tłum rowerzystów jadących przez miasto zwraca uwagę. Chciałbym jednak aby to skutkowało pozytywnym lub neutralnym nastawieniem do osób na rowerach. Przeciętny kierowca na widok masy wypowie kilka słów, których nie będę przytaczał i z nienawiścią będzie reagował na każdego napotkanego rowerzystę.
  2. Wykorzystywanie asfaltu jako podstawowej nawierzchni dróg rowerowych – zablokujmy drogę, a ścieżki rowerowe będą asfaltowe?
  3. Powstanie spójnej sieci wygodnych i bezpiecznych dróg rowerowych, przejezdnych dla wszystkich typów rowerów oraz towarzyszącej im infrastruktury (np. parkingi) – bardzo fajna inicjatywa, tylko czy blokowanie przejazdu pomoże w jej realizacji?
  4. Utrzymywanie głównych ciągów rowerowych w stanie przejezdności przez cały rok (w zimę ruch rowerowy nie maleje po przyjściu pierwszych mrozów, ale dopiero po silnych opadach śniegu, gdy ścieżki są nieprzejezdne) – Pod tym postulatem podpisałbym się rękami i nogami grzęznąc w zaspie na drodze rowerowej. Tylko czy jak zablokuję ulicę to miasto nakaże odśnieżanie ciągów rowerowych?
  5. Większy udział rowerów w ruchu ulicznym – Podczas Masy udział w ruchu to prawie 100% – nadmienić trzeba, że masa jest w ruchu w przeciwieństwie do innych. Później natomiast nie jest już tak różowo. Czy taki przykładowy kierowca widzący Masę nabierze chęci czy ogarnie go odraza do jazdy rowerem?

Rowerzyści w mieście są często marginalizowani. Wielokrotnie byłem obiektem agresji kierowców. Wątpię, czy obroną na to jest blokowanie dróg. Działania Warszawskiej Masy Krytycznej (jako organizacji) udowadniają, że można namówić władze miasta do budowy infrastruktury rowerowej. Uważam jednak, że nie zostało to osiągnięte dzięki przejazdom masy przez miasto. Pamiętajmy także w kogo uderza świadome korkowanie miasta – głównie w pasażerów autobusów. Większość z nich nie usiądzie wygodnie jak kierowcy i pasażerowie aut.

Krytykować łatwo ale co zatem zrobić. Moim pomysłem byłoby zamienienie przejazdu Masy na imprezę w rodzaju pikniku czy też  święta roweru organizowanego w weekend. Fajnie by stawiać rowerzystów w pozytywnym świetle, pokazywać przykładem, że rowerem jedzie się przyjemnie, a w dodatku można się sprawnie przemieścić na przysłowiowy drugi koniec miasta.

Podsumowując: pamiętajmy, że Warszawska Masa Krytyczna robi bardzo dużo pozytywnych rzeczy. Organizacja przejazdu Masy to tylko jedno z działań WMK i akurat ono mi się nie podoba. Przeciwnikiem motoryzacji też nie jestem – wręcz przeciwnie. Warto wspomnieć, że nastawienie kierowców do rowerzystów jest coraz lepsze. Często jestem przepuszczany w korku, a niebezpieczne sytuacje wynikają raczej z nieuwagi niż celowego działania.

Tyle na dziś moich wywodów. Czytających to kierowców i rowerzystów żegnam hipisowskim: PEACE!


Tagi:



Marcin
Marcin
Zawodowo inżynier, prywatnie mąż Ani, hobbistycznie kolarz – amator lubujący się w dystansach ultra. Ukończył Maraton Rowerowy dookoła Polski (MRDP) oraz dwukrotnie Bałtyk Bieszczady Tour. W 2015 roku przejechał polskie góry w ramach górskiej edycji MRDP.




Previous Post

Podsumowanie sezonu 2014

Next Post

Stretching





You might also like


More Story

Podsumowanie sezonu 2014

O tegorocznych planach i częściowym ich braku realizacji już kilkakrotnie wspominałam. Marcin za to dał radę i wyszło...

30 October 2014