Nocna Masakra 2014

Blog / Maratony / Męskim okiem / Relacja / Sport / 23 grudnia 2014

To była moja pierwsza Nocna Masakra. Plan był prosty – przejść spokojnie 100km. Właśnie, przejść. Dla odmiany wybrałem tym razem trasę pieszą. Chyba wolę rajdy na orientację pokonywać z buta niż rowerem. Dodatkowo miała to być odmiana po całym sezonie na rowerze. Przed startem spotykam Łukasza. Mówi, że jego plan jest taki jak zwykle – na początku mocno, potem się zobaczy. Jako, że strategia jest już dobrze sprawdzona postanawiam biec z Łukaszem. Dzięki temu zdaję się też na jego doświadczenie w nawigacji – moje doświadczenie jak i sprzęt (zgubiony kompas) pozostawia wiele do życzenia. Kolejność punktów na jaką się decydujemy okazuje się właściwa – wg. wskazań mojego GPSa na mecie przebyliśmy 97km (Nasza trasa na dole strony).

TP5: Wieża p.poż

Zapowiada się łatwo… i tak faktycznie jest. Zauważam tylko, że Łukasz biegnie szybciej niż ja. W sumie to nie dziwne – ja jeszcze w tym sezonie nie biegałem. Ustalamy, że biegniemy swoim tempem, za to ja biegnę dłużej i doganiam. Strategia działa. Mimo ciężkiego na początku plecaka przemieszczam się całkiem sprawnie. Punkt szybko zdobyty – taka dobra rozgrzewka.

TP17: Most i wiadukt w jednym

Nazwa punkty bardzo mnie intryguje. Przed startem słyszałem legendy o punkcie z poprzednich edycji (chyba Grassora) o nazwie „Ruiny kościoła”, który wprowadził wielu zawodników w zakłopotanie. Wtedy to rzeczone ruiny znajdowały się w dolince, obok rzucających się w oczy ruin pałacu. Idealna sytuacja do niezaliczenia PK. Tym razem nie było problemu. Skąd zatem nazwa? Pod tytułowym „mostowiaduktem” znajdowała się zarówno droga jak i rzeka.

TP3: Skraj Bagna

Deszcz padający z przerwami od startu nasila się, dodatkowo zaczęło grzmieć. Burzę zimą (no prawie, bo ta kalendarzowa jeszcze się nie zaczęła) widzę drugi raz w życiu. Tym razem przynajmniej nie ma śniegu. Widzę też inne podejścia do nawigacji: Łukasza i moje. Ja proponuje atak  na punkt od najbliższej ścieżki, Łukasz natomiast uważa, że szkoda nadrabiać – idziemy na azymut. Metoda bardzo skuteczna. Chwilę później perforujemy karty startowe i biegniemy dalej.

TP1: Rozwidlenie strumieni

Kontynuujemy bieg na przełaj. Okolica jest bardzo przyjemna do nawigacji – wszystkie przecinki istnieją i są w dobrym stanie. Staram się szybko zjadać zapasy jedzenia, po przepełniony plecak mocno mi ciąży. Czyżbym wziął zbyt dużo jedzenia? W przyszłości okaże się, że nie. Idziemy wzdłuż rzeczki i z łatwością odnajdujemy PK. Mimo mokradeł udaje nam się zachować suche buty.

TP16: Północny Skraj Bagna

Znajdujemy skrót w stosunku do pierwotnie planowanej trasy. Ścieżka prowadzi przez prowizoryczny mostek nad rzeką. Tym razem nie sprawdziło się powiedzenie, że prowizorki wytrzymują najdłużej. Łukasz ląduje w wodzie. Na szczęście tylko do kolan. Mi tym razem udaje się przejść suchą stopą. Sam PK znajduje się w środku lasu,  nie ma nic charakterystycznego, żeby odnieść swoją pozycję do celu. Korzystając z dobrze oznaczonych przedziałów leśnych całkiem sprawnie zdobywamy PK. Zapada zmierzch. Czeka nas około 16 godzin nocy. To właśnie wyróżnia Nocną Masakrę wśród innych tego typu imprez na orientację.

TP7: Cypel, Brzeg Jeziora

Trasa prowadzi szerokimi leśnymi duktami. Punkt widać z daleka za sprawą dwojga innych zawodników, którzy właśnie perforowali swoje karty.

TP14: Krzywe drzewo na wschodnim brzegu rzeki

PK na wschodnim brzegu, my po zachodniej stronie rzeki. Do mostu daleko. Przed startem budowniczy trasy zapewniał, że jest płytko. Liczę też, że znajdziemy jakieś zwalone drzewo lub coś co pomoże sforsować przeszkodę. Nie znaleźliśmy… wchodzę do wody pierwszy. Zgodnie z przypuszczeniami nie jest najcieplejsza. Kijem badam grunt. Jest ok, twardo. Stopę stawiam chyba w innym miejscu niż kij i wpadam w muł. Szarpię się próbując się uwolnić i nie stracić buta w pułapce. Parę kroków dalej robi się głębiej… to uczucie gdy zimna woda dotyka tyłka. Po dłuższej chwili znajdujemy bród i jesteśmy po drugiej stronie. Punkt jest tam gdzie się go spodziewaliśmy.

Na mecie dowiedziałem się, że kawałek dalej było zwalone drzewo umożliwiające przejście suchą stopą.

TP19: Obniżenie terenu, zakole

Dla rozgrzewki biegniemy trochę szybciej. Po kilku minutach od kąpieli zaczynam znowu odczuwać komfort. Tuż przed punktem kontrolnym na naszej drodze staje płot. Punkt jest z drugiej strony. Widać po śladach, że ktoś musiał sforsować ogrodzenie. My idziemy dookoła. Płot w lesie stoi nie bez przyczyny. Wewnątrz jest obszar odnowy przyrody, nie można go niszczyć!

TP18: Ruiny młyna, próg wodny po południowej stronie rzeki

Po drodze czekają nas dwie przeprawy przez rzekę. Pierwszą pokonujemy bardzo sprawnie po ruinach jakiejś zapory i po zwalonych drzewach. Prawdopodobnie to bobry ułatwiły nam zadanie. Z drugą nie jest tak łatwo. Znów musimy się zamoczyć. Tym razem jest płycej – tylko do kolan. Dalej trochę na azymut docieramy do szlaku prowadzącego na punkt.

TP12: Most kolejowy, wschodni przyczółek

Idziemy szlakiem, potem ścieżką. Punkt powinien już być. Spoglądam do góry i widzę na sobą ogromny most. PK jest oczywiście na górze. A sam most, jak i inne w okolicy, jest zrobiony z przysłowiowym rozmachem.

TP13: Jeziorki, Świetlica (Punkt H)

W tym roku wyjątkowo punkt H jest także obowiązkowym punktem kontrolnym. Na miejscu duży wybór ciast, ciastek, woda, zupa itd. Nie bardzo można wziąć czegoś ze sobą. Moje zapasy pożywienia już dawno się skończyły, więc najadam się mocno, żeby starczyło do rana lub do mety. Na punkcie spędzamy 30 minut przeczekując deszcz.

TP15: Świerk w rowie

Po opuszczeniu Punktu H idziemy otwartą przestrzenią. Wieje wiatr, kropi deszcz, w oddali znów błyskają pioruny. Chyba dobrze, że dłużej poczekaliśmy pod dachem. Po drodze po raz kolejny czeka nas rzeka. Mnie natomiast dopada kryzys. Łukasz buduje mostek z gałęzi, ja odpoczywam. Pokonujemy rzekę i po 20 metrach czeka nas… kolejny strumyk. Tym razem nie ma wyjścia – znów kąpiel. Lodowata woda to idealne orzeźwienie. Trochę stawia mnie na nogi ale przed nami jeszcze jakieś 35-40 km. Punktu szukamy dłuższą chwilę chodząc po lesie. Zaczynają boleć mnie stopy. Chyba mam odciski.

TP20: Szczyt górki

Cały czas Łukasz nawiguje, ja już trochę nie nadążam. Stopy zaczynają boleć coraz bardziej. Na punkcie spotykamy zawodnika z trasy rowerowej, który opuścił punkt H półtorej godziny po nas. Chyba tempo mocno nam siada.

TP2: Drzewo pod mostem kolejowym

Most podobnie jak poprzedni jest ogromny. Za dnia na pewno zrobiłby wrażenie. Teraz jestem za zmęczony na podziwianie architektury. Podbijamy karty startowe i idziemy dalej.

TP4: Szczyt wzniesienia, gruba sosna

Trochę krążymy po lesie szukając lampionu. Drzewa rosną gęsto, wszystkie sosny są równie grube. Każda zdaje się być na szczycie. Po kilku minutach znajdujemy tą właściwą. Ze zmęczenia zaczynam odliczać kilometry do mety – to zły znak.

TP10: Wschodni brzeg starego bagna

Po drodze zaczynamy przysypiać. Zatrzymujemy się na 10 minutową drzemkę. Pomaga ale tylko chwilowo. Dodatkowo nie wyleczy bolących stóp. Idziemy dalej. Trochę krążenia po lesie i PK zdobyty.

TP6: Szczyt wzniesienia na granicy lasu

Idziemy nierówną drogą. Właściwie ja nie idę, tylko pełznę. W międzyczasie Łukasz znajduje punkt. W nagrodę przerwa na 10 minut snu.

TP9: Szczyt wzniesienia

Przed nami kawałek asfaltowej drogi. Teraz jest lepiej. Nogi tak bardzo nie bolą idziemy szybciej. Jednak to co dobre szybko się kończy. Wchodzimy w las na przełaj. Czuję się jakbym szedł po rozżarzonych węglach. Rany, jak to boli!

TP11: Szczyt góry

Do mety już tak blisko, a jednocześnie daleko. Idę powoli, ale idę. Podbijam ostatni punkt i powoli człapię do mety

Meta

Ledwo chodzę, nie dopisałem wymaganych godzin odwiedzenia PK przez co dostaję ponad 20 minut kary. Nie boli mnie to zupełnie. Liczy się pokonanie trasy. Udało się. Wyciągniecie nogi z buta było trudne i bolesne. Zrobiłem na pamiątkę zdjęcie swojej stopy ale nie powinienem go tu publikować.

Okazało się, że podczas pierwszej rzecznej przeprawy, gdy but uwiązł w mule musiało się do niego dostać dużo ziemi, która przez kolejne 70 km zrobiła ze stopy tytułową masakrę.

Film:

Nasz ślad z trasy:

Oficjalna mapa TP100 znajduje się na stronie Nocnej Masakry 2014.


Tagi: ,



Marcin
Marcin
Zawodowo inżynier, prywatnie mąż Ani, hobbistycznie kolarz – amator lubujący się w dystansach ultra. Ukończył Maraton Rowerowy dookoła Polski (MRDP) oraz dwukrotnie Bałtyk Bieszczady Tour. W 2015 roku przejechał polskie góry w ramach górskiej edycji MRDP.




Previous Post

Maratony szosowe - wstępny kalendarz startów w 2015

Next Post

Pierwszy post w 2015





You might also like

  • Krzysiek

    Gratulacje przejścia masakry!

    • Dziękuję 🙂 Lekko nie było


More Story

Maratony szosowe - wstępny kalendarz startów w 2015

13 grudnia organizatorzy cyklu maratonów szosowych spotkali się, obradowali i postanowili. Niżej grafik (wstępny) maratonów...

14 December 2014