Opalanie na rowerze

Blog / Lifestyle / 5 czerwca 2014
Prognozy wyglądają dobrze. Strona pogodynka.pl pokazuje, że weekend będzie gorący. Cieszy. Bardzo cieszy.

Na pewno lepiej się jeździ na rowerze jak jest ciepło, a niebo bezchmurne. Po prostu wtedy się naprawdę chce. Co tam trening, można się na dodatek ładnie opalić!

Często to słyszę „ale się opaliłaś, też tak chcę!”. Czy aby na pewno? W wolnym czasie w okresie wiosenno-letnio-jesiennym jeżdżę wyłącznie na rowerze. Nie spędzam czasu wylegując się na leżaku na plaży. Nie wyjeżdżam na takie hotelowe wakacje. Wiadomo jeżdżę tak, aby móc jeździć na rowerze.

Jestem tak opalona (a dopiero początek czerwca):
– nogi – od kostek do połowy ud, ale tak nie do końca równomiernie, bo ostatnio w sobotę było słonecznie, ale nie jechałam na krótko, tylko spodnie 3/4 były, więc jest już kreska. Stopy są totalnie białe, bo wiadomo spdy.
– ręce – w kwietniu już w pewnym momencie były pięknie opalone dłonie, potem było jakoś tak że miała opalone nadgarstki (jeździłam w rękawiczkach, a miałam przykrótką koszulkę). Jeden weekend majowy i miałam już opalone całe ręce. Całe szczęście założyłam koszulkę bez rękawków.
– twarz – cudnie widać linie okularów, między uchem a twarzą też bije dosyć jasny pasek skóry.

Czy tak fajnie?

Dodam, że mam ciemną karnację. Szybko się opalam. Mam to, że „mnie samo powietrze opala”. Spoko, nie?

Czy marudzę? Czy mam obsesję na punkcie własnego wyglądu? Nie maluję się, tusze do rzęs notorycznie mi zasychają, nie będę wspominać o innych kosmetykach. Pod tym względem jestem dosyć oszczędna. Latem chodzę w sandałach, więc świetnie widać różnicę pomiędzy łydkami a stopami. I tak mam na to patent. Sandały mają pasek na granicy opalenizny. To tak mocno się nie rzuca w oczy.

Używam kremów. Na twarz minimum 50. Myślę, że daje to jednak pozytywny efekt. Mój nos już nie jest tak czerwony jak kiedyś. Z drugiej strony opalenizna na twarzy, sprawia jakbym miała bardziej wyraziste kości policzkowe. Spoko. Też już się przyzwyczaiłam do tego, że taka nasmarowana twarz i ręce dużo łatwiej przyciąga kurz. Kurz, brud po prostu się do mnie przykleja.

Tak wiem, zawsze mogę iść na solarium.

Jak patrzę na M., to mam wrażenie, że facetom jest łatwiej. W pracy i tak chodzi w długich spodniach i krytych butach. I przecież nie założy bluzki w której choć odrobinę odkryje ramiona. Ma klimę w biurze, więc latem to zakłada nawet koszulę z długim rękawem:P

W sumie to mam taką karnację, że dużo szybciej wyrównuję niedostatki. Chyba trzeba rozważyć hotelowe wakacje:)


Tagi:



Ania
Ania
Od 2 lat dumna posiadaczka roweru szosowego. Sezon 2013 poświęciła na dopasowanie roweru, aby w 2014 roku startować w ramach Pucharu Polski w Rowerowych Maratonach Szosowych. Rok 2015 to co raz dłuższe dystanse. Osiągnięcia 2014: pokonanie dystansu 336 km w 20 h i I miejsce w kategorii K2 w Pucharze Polski w Rowerowych Maratonach Szosowych. Marzy, aby kiedyś przejechać 1008 km w 3 dni.




Previous Post

Limber Vasto 1.0

Next Post

Maraton rowerowy w Łasku





You might also like


More Story

Limber Vasto 1.0

Nie udało się przez ostatnie trzy dni wyjść na trening. A to padało (wiem,wiem, to żadne usprawiedliwienie), a to w środę...

30 May 2014