Ostry minimalizm

Blog / Lifestyle / Męskim okiem / 2 kwietnia 2015

Czy ostre koło to chwilowa moda? Czy istnieje subkultura ostrokołowa? Dlaczego jeżdżę na ostrym?

Na powyższe pytania mógłbym odpowiedzieć: nie, tak, bo lubię i zakończyć temat. Dlaczego tak nie zrobię? Dlatego, że ostre koło jest czymś więcej niż typem roweru.

Do wpisu zainspirowała mnie książka „Ostre Koło globalna subkultura”. Już na pierwszej stronie możemy przeczytać:

„Ostre koło to jednocześnie najprawdziwsza maszyna wyścigowa, wół roboczy kuriera rowerowego jak i, dla wielu, wybór estetyczny. Każdy rower tego typu jest manifestem indywidualności jego twórcy, wyróżniającym go spośród setek zwyczajnych rowerzystów stłoczonych na drogach rowerowych wielkich miast. Istnienie globalnej kultury ostrego koła stało się faktem.”

Ostre koło i miasto

Moim zdaniem jest to połączenie idealne. Mamy rower szybki, lekki a przede wszystkim zwrotny. Do tego problem awarii można ograniczyć do przebitych dętek i zużytych łańcuchów. Niezawodność jest ogromnym atutem zimą, kiedy przerzutki zapychają się błotem, linki blokują w pancerzach, a ostre koło jedzie dalej. Ok, może po śniegu na szosowych oponach nie jeździ się nazbyt stabilnie, ale jak często śnieg pojawia się na ulicach miast?

DSCF2518

Na Starówce

Na tor

Jazda po torze jest niesamowita. Kto miał okazję spróbować wie o czym mówię. Kto nie miał okazji niech zobaczy film:

Tu też jest (dla niektórych najważniejszy) walor treningowy – jedziesz jakim chcesz tempem, nie ma skrzyżowań, samochodów czy nierówności, które przeszkadzały by trzymać założony wysiłek. No i nie przestajesz kręcić korbami.

Dla mnie najciekawsze jest to, że nawierzchnia na torze przypomina mi klepkę w sali gimnastycznej. To skojarzenie jest, na szczęście, dalekie od rzeczywistości, ponieważ tor wyłożony jest kosmicznie drogim drewnem z sosny syberyjskiej.

Podczas pokonywania zakrętów odnosi się wrażenie jazdy po pionowej ścianie. Zajęło mi to kilka godzin, żeby się przełamać i wjechać trochę wyżej.

Manifest indywidualności i ostrokołowa subkultura

Mój ostrzak jest różowy, a ściślej rzecz ujmując jest w kolorze fuksji. Dla mnie kolor jest czadowy. Zdania innych są podzielone. Gdy podjąłem decyzję o malowaniu ramy, planowałem użyć farby czarnej. Po taką też udałem się do sklepu. Wyszedłem z niego z dwiema puszkami farby różowej. Dlaczego? Czarnych rowerów są miliony, różowych jest… mniej.

Pierwszy wyjazd po malowaniu

Pierwszy wyjazd po malowaniu

Czy istnieje subkultura jeżdżących na ostrych kołach? Jest to pytanie retoryczne. Jeśli jednak chcesz na nie odpowiedzi wybierz się na Alleycata lub przejedź przez centrum dowolnego miasta.

Dlaczego ja jeżdżę na ostrym?

Pierwsze ostre koło kupiłem z czysto racjonalnych powodów. Rower miał być niezawodny i tani. Jednak nie jeździło mi się na nim najlepiej. Rower miał mocno rozwleczoną geometrię, na zakrętach zachowywał się jak krowa.

Przed malowaniem

Przed malowaniem – rat style też ma swoje zalety

Po kilku miesiącach nabyłem ramę Rometa Sporta. I to był strzał w dziesiątkę. Smaczku dodawało to, że rama była tylko rok młodsza ode mnie. Rower jest w miarę zwrotny, ale także wygodny i stabilny. Na jesieni 2014 rower przeszedł rewitalizację. Oprócz malowania, o którym wspomniałem wcześniej, wymieniłem baranka na bycze rogi. I jest idealnie! Wygodniej i szybciej niż wcześniej. Dodatkowo jest łatwiej skidować.

Ostre i Starówka po raz drugi

 






Marcin
Marcin
Zawodowo inżynier, prywatnie mąż Ani, hobbistycznie kolarz – amator lubujący się w dystansach ultra. Ukończył Maraton Rowerowy dookoła Polski (MRDP) oraz dwukrotnie Bałtyk Bieszczady Tour. W 2015 roku przejechał polskie góry w ramach górskiej edycji MRDP.




Previous Post

Rowerem do samolotu

Next Post

Jajka - jeść czy nie jeść?




More Story

Rowerem do samolotu

Nie wjechałam do, ale rower poleciał ze mną. Czy warto? Opcja nr 1 - rower wypożyczony na miejscu Cena za wypożyczenie...

30 March 2015