Rower miejski: +5 do lansu

Blog / Lifestyle / 17 czerwca 2015
Przyznam się, że akurat ten rower mi się udał. Szosa jest przeciętna, to żaden Spec, Bianchi czy inny rower z „tych”. Jest porządna, sprawdza się na długich dystansach, ale wiem że w przyszłości czeka mnie wymiana. Jednak rower miejski jest po prostu boski (więcej szczegółów tutaj). Wiedziałam już to w zeszłym roku, ale dopiero teraz uderzyła mnie taka myśl: autentycznie cieszy mnie na nim jazda.

Jadę po warszawskich drogach i sobie myślę… Myślę, że świetnie projektanci dobrali malowanie – kierownica srebrna, chwyty czerwoniutkie. Siodło i stożki też czerwone, a rama biała. I tylko tyle. Prostota, ten piękny minimalizm, taki charakterystyczny dla ostrych kół. Mój rower mógłby być ostrym, ale jest zwykłym singlem. Nie czuję mentalnie i fizycznie przygotowana na jazdę na ostrym. I nie jest to taki typowy babski rower miejski. Większość osób wyprzedza mnie na swoich starych trekingach, a ja sobie jadę i patrzę na świat. Najpierw na podwarszawskie uliczki, potem na domki jednorodzinne, aby zakończyć energetycznym przejazdem przez Pola Mokotowskie. Gdzie co rano grupa mężczyzn ćwiczy jakieś sztuki walki (capoeira?), inna pani szkoli swoje psy, a ktoś właśnie rozgrzewa się, aby zrobić sobie kilka rundek w rolkach po parku. Jadę na swoim rowerze i po prostu cieszy mnie, to że on jest taki ładny, bo czemu nie jeździć czymś po prostu ładnym, jak ma się taką możliwość?

Jednak czasem po kilku dniach jazdy rowerem do pracy chcę porzucić swój piękny rower i przesiąść się do samochodu. Czuję się po prostu bezpieczniej. Bo jak walczyć z kierowcami, którzy na styk mnie wyprzedzają, albo celowo zajeżdżają drogę, aby sprawdzić moją reakcję? Są też ścigający się na zakrętach, aby przede mną… zatrzymać się.

Stowarzyszenie Zdrowy Rower przygotowało badania z których jasno wynika czego obawiają się rowerzyści na polskich drogach. A niepokoi ich niedotrzymywanie odpowiedniej odległości podczas wyprzedzania (aż 87%!), nadmierna prędkość (59,6%) i zajeżdżanie drogi (56,4%).

Nawiązuję kontakt wzrokowy z kierowcą – jakbym mogła, patrzyłabym mu głęboko w oczy – zobacz mnie człowieku, inaczej będziesz mieć wątpliwą przyjemność oglądania jak przelatuję nad maską twojego samochodu. Pomyśl też –  chcesz zniszczyć taki ładny rower?


Tagi: ,



Ania
Ania
Od 2 lat dumna posiadaczka roweru szosowego. Sezon 2013 poświęciła na dopasowanie roweru, aby w 2014 roku startować w ramach Pucharu Polski w Rowerowych Maratonach Szosowych. Rok 2015 to co raz dłuższe dystanse. Osiągnięcia 2014: pokonanie dystansu 336 km w 20 h i I miejsce w kategorii K2 w Pucharze Polski w Rowerowych Maratonach Szosowych. Marzy, aby kiedyś przejechać 1008 km w 3 dni.




Previous Post

Maraton szosowy w Łasku

Next Post

Moja Strava





You might also like


More Story

Maraton szosowy w Łasku

Tak jak w zeszłym roku, sezon startów w Pucharze Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych rozpoczęłam od maratonu w Łasku....

9 June 2015