W upał na rowerze

Blog / Lifestyle / porady / 24 lipca 2015

Przed wyjazdem do Kazimierza nie chwaliłam się nikomu, że planuję przejechać 300 km. Każdy miałby zdanie na ten temat i wszyscy by mi to odradzali. Jednak przeżyłam ten wyjazd i nie zajechałam organizmu. Po 300 km do Kazimierza czułam się lepiej niż po 200 km do Sandomierza. Wiatr nie jest miłosierny. Jednak pewne zasady dotyczą wszystkich wybierających się na rower w upał. Czy mają zamiar przejechać 30, 50, 100 a może i nawet 150 km, powinniśmy o kilku sprawach pamiętać.

Nawodnienie
Średnio w ciągu dnia dorosła osoba powinna wypić samej wody 1,5 litra! Samej wody! Na rowerze to podstawa. Nic tak skutecznie nie gasi pragnienia jak woda. Staram się pić bardzo regularnie. Kilka łyków co 15-20 minut. Aby organizm otrzymywał stale płyn. Drugi bidon często zalewam izotonikiem. Bardzo pomaga. Na szosówkach praktycznie zawsze są dwie możliwości mocowania koszyków na bidony. I każdy kolarz to wykorzystuje. Jednak jeśli ktoś jeździ na trekingu, miejskim, czy crossie zdecydowanie polecam założenie koszyka i kupno bidonu. Wożenie 1,5 litrowej butelki wody na bagażniku nie uważam za skuteczne. Na nierównościach butelka może nam spaść, poza tym nie można sięgnąć w każdej chwili po wodę i łatwo zapomnieć się.

Krem do opalania
Niektórzy za tym nie przepadają. Krem powoduje, że łatwiej kurz przykleja się do twarzy i rąk. Jednak należy dbać o ochronę skóry. W taki upał i tak po kilku kilometrach będziemy spoceni, więc taki krem dużej różnicy nam nie zrobi. A następnego dnia będziemy mieć ładną delikatną opaleniznę, a nie poparzoną i bolącą skórę.

Jedzenie
Warto mieć ze sobą batonika, ale nie czekoladowego! Popłynie w tej temperaturze od razu, ani my nie skorzystamy, a jeszcze upaćkamy siebie i rower! Sporo jest na rynku batoników zbożowych. O żelach trudno mi się wypowiadać, bo z nich nie korzystam. Jeżdżę po drogach i często przejeżdżam przez wsie i miasteczka i mam możliwość zaopatrzenia się w jedzenie w lokalnych sklepikach. I w miarę możliwości taką opcję polecam. Branie klasycznej wałówy sprawdza się w odludnych terenach. A jeśli jedziemy na wycieczkę 30-50 km, gdzie meta jest w miejscu w którym będzie sklep, wydaje się, że nie trzeba ciągnąć kilku kanapek, batonów, jabłek, bananów jakbyśmy jechali co najmniej na biegun północny. Chyba, że planujemy romantyczny wypad, albo jesteśmy dużym facetem. Posiadanie awaryjnego batonika nie zaszkodzi.

Ochrona głowy
W upalne dni w ogóle powinno chronić się głowę. Już nie wspomnę o rowerze. I tutaj zachęcam do zakładania kasku, a nie poprzestaniu na czapce czy bandamie. Kask tylko miejmy z dużą ilością otworów bo tak jest bardziej przewiewnie. Warto zwrócić uwagę czy otwory są osłonięte siateczką, wtedy jest mniejsza szansa, że jakiś owad wpadnie nam między kask a głowę.

Okulary
Powinno się o nich pamiętać. Słońce odbija się od asfaltu, a i w upalne dni w ogóle jest bardzo słonecznie. Zawsze to również dodatkowa ochrona przed owadami. Czasem mam wrażenie, że oczy w ogóle jakoś mega mocno przyciągają latające żyjątka. Moja znajoma przez pewien czas woziła ze sobą krople do oczu, to też jest całkiem użyteczne.

Ubranie
Zakładam, że jedziemy na wycieczkę rowerową, więc możemy założyć strój bardziej sportowy. Zainwestujmy w strój, który oddycha i nie krępuje ruchów. Niekoniecznie od razu musimy kupować spodni z pampersem, wystarczy ubranie bardziej sportowe od garsonki czy garnitury, takie w którym dobrze czujemy się. Pewnie lepiej sprawdzą się koszulki z krótkim rękawem niż z odsłoniętymi ramiona. Ale opalenizna na kolarza może nie wszystkim podobać się.

Pora dnia
Myślę, że jeśli jest taka możliwość fajnie jest wyjechać rano 8-9. Wtedy w największy upał możemy sobie zjechać z drogi i zalec w jakim ładnym miejscu i największy upał przeczekać. Bardzo sprawdzało mi się to podczas dwutygodniowego wyjazdu w Czechach. Sporo jeździłam wtedy drogami asfaltowymi i oprócz upału powietrze było dodatkowo nagrzane przez auta. Polecam zacząć taki dzień wcześniej niż zwykle w weekend. Godziny snu stracone rano można nadrobić w ładnym i cichym miejscu gdzieś po drodze.

Chłodzenie
Podobno w upały nie powinno pić się gazowanych napojów. Jednak jak zbawienne jest położenie sobie na chwilę na karku takiej zimnej puszczeki coli lub kubeczka z lodami. Cudo po prostu. Polecam!

Rozsądek
Jednak w gąszczu tych porad pamiętajmy o naszym organizmie i naszych własnych możliwościach. Nie porywajmy się na mega długi dystans bo akurat jest ładnie, a na rowerze siedzieliśmy ostatnio zeszłego lata. Ustalmy wcześniej z naszymi towarzyszami jakim tempem będziemy jechać, bo często w grupie są osoby o różnej kondycji. I pijmy dużo. W krzaki nie będziemy tak często łazić. Praktycznie wszystko wypaca się!






Ania
Ania
Od 2 lat dumna posiadaczka roweru szosowego. Sezon 2013 poświęciła na dopasowanie roweru, aby w 2014 roku startować w ramach Pucharu Polski w Rowerowych Maratonach Szosowych. Rok 2015 to co raz dłuższe dystanse. Osiągnięcia 2014: pokonanie dystansu 336 km w 20 h i I miejsce w kategorii K2 w Pucharze Polski w Rowerowych Maratonach Szosowych. Marzy, aby kiedyś przejechać 1008 km w 3 dni.




Previous Post

Nie samym rowerem kolarz żyje

Next Post

Historie pociągowe



  • Same przydatne rady 🙂 Ja już przyzwyczaiłem się do tego, że jadąc biorę małe łyki nawet co 5 minut, bo potem zaczyna mnie suszyć.

    No i napisałaś, że fajnie jest wyjechać o 8-9. Przy upale to może być za późno! Sam się o tym przekonałem jadąc ostatnio w prawie 40 stopniach (w słońcu) do Poznania. Gdybym to lepiej rozplanował, to wyjechałbym o 4-5. Z resztą w 100% zgoda.

    • 🙂 Napisałam 8-9 bo wiem że czasem po prostu trudno wstać nawet jeśli wiemy, że będzie gorąco:) Jak jechaliśmy do Kazimierza jakiś czas temu mieliśmy wyjechać o 7, a w końcu ruszyliśmy chwilę przed 8. Ale wiadomo im wcześniej tym lepiej!

  • Felicity

    Ja w Albanii bylam poparzona… A smarowalam sie nonstop.. A ja tego nie czulam… W ogole.. Juz bardziej odczulam poparzenie..ucha jak jechalam na Ukraine w maju…niz Balkany w lipcu.. Ale pierwsze slonce jest najgorsze. 40stopni 1800 podjazdy, brak sklepow (domow.. Nic…) zeby uzupelnic zapasy (to bylo najgorsze) ale zakochalam sie w Albanii na zaboj..

    • W takim przypadku chyba najlepszą osłoną jest ubranie. Tak jeździłam np. po Fuercie, gdzie słońce w marcu bardzo mocno jeszcze nie grzało, ale był silny wiatr, który mimo wszystko potęgował efekt. I prawie sobie poparzyłam dłoń. Potem jeździłam już w ręczkawiczkach


More Story

Nie samym rowerem kolarz żyje

- A zajmuje się Pani jakimś sportem? - Tak, jeżdżę na rowerze. - A dużo? I wtedy pomyślałam sobie: "Jak odpowiem,...

23 July 2015