Wspólna pasja – czy warto?

Blog / Lifestyle / 4 marca 2015

Wbrew różnym wyobrażeniom, jeździłam na rowerze zanim poznałam Marcina. Nasi znajomi organizowali kilka razy w okolicy Pruszkowa wyścig na orientację o nazwie Waypointrace. Super impreza. Raz wybraliśmy się na niego razem (osobno nie znając się, byliśmy na wcześniejszych imprezach). Przyjechaliśmy na metę, idziemy na przysługujący nam posiłek, dosiadamy się do dwóch kolegów Marcina. Marcin poszedł po jedzenie, a kolega uznał, że trzeba dziewczę zagadać jakoś tak miło.

– To jak podoba Ci się jeżdżenie na rowerze?

– No generalnie, to tak… jestem tu już trzeci raz….

Mina kolegi bezcenna. Jeżdżę na rowerze, ale nie dlatego, że Marcin mnie namówił. Nawet do jazdy szosówką nie namawiał mnie, był to mój własny pomysł i teraz mój mąż musi ze mną jeździć.

Podobno każdy kolarz marzy, aby jego dziewczyna/żona/partnerka podzielała jego pasję. Czy warto?

Jestem w stanie lepiej zrozumieć to, że przejedzie w 2 dni 1000 km i nie patrzę z przerażeniem jak oznajmia to. Tylko rzeczowo omawiamy trasę, naprawy, których wymaga rower, a potem cierpliwie słucham historii. Może ze mną wyjść na wspólny trening – dla mnie czysty zysk, siądę na koło i jadę. Czy on korzysta z tych treningów? Cóż, dużo czasu spędza z żoną… Pójdziemy razem na siłownię, spinning, mamy podobnie podejście do odżywiania. Choć to jemu łatwiej wychodzi rezygnowanie ze słodyczy, ja niestety wiecznie błądzę.

Pakujemy dwa rowery do samochodu i jedziemy przez pół Polski, aby wziąć udział w maratonie. Albo wstajemy rano w sobotę/niedzielę i jedziemy pod Łódź – ponad 200 km. Podczas posiłku przeglądam Facebooka i omawiamy Tour de France i dokonania Majki czy Kwiatkowskiego. Potem wsiadamy na rowery i  60 km pokonujemy w dwie godziny, aby wieczór spokojnie spędzić w domu. Żadne z nas nie powie, że nie spędza ze sobą weekendów przez pasję tego drugiego, choćby jak napisał Łukasz z rovver.pl. Ja spędzam prawie każdy weekend z mężem – wspólnie trenujemy, jeździmy na wycieczki.

Warto też dla takich słów. Był wręcz upalny lipcowy wieczór. Usiedliśmy niedaleko Kolumny Zygmunta. Przyjechali jacyś kolarze, nie pamiętam już na jakich rowerach, w sumie to nie ma znaczenia. Oczywiście przykuli naszą uwagę i zaczęliśmy rozmawiać. Była z nami moja koleżanka z pracy. My gadamy, a ona słucha i po chwili oznajmia nam, że fajnie, bo jesteśmy takimi kumplami. Warto dla tej więzi.

Tylko czasem sobie myślę, że chłopak powinien pojeździć z osobami, które mu dorównują zaawansowaniem. Nasze umiejętności i kondycja sobie zupełnie inne. Ze mną nie zrobi przecież średniej z treningu na poziomie 35km/h. nie zrobi… przynajmniej na razie. Poza tym musi serwisować dwa rowery a nie jeden….

 


Tagi:



Ania
Ania
Od 2 lat dumna posiadaczka roweru szosowego. Sezon 2013 poświęciła na dopasowanie roweru, aby w 2014 roku startować w ramach Pucharu Polski w Rowerowych Maratonach Szosowych. Rok 2015 to co raz dłuższe dystanse. Osiągnięcia 2014: pokonanie dystansu 336 km w 20 h i I miejsce w kategorii K2 w Pucharze Polski w Rowerowych Maratonach Szosowych. Marzy, aby kiedyś przejechać 1008 km w 3 dni.




Previous Post

Po co mi to wszystko?

Next Post

Silne wiatry





You might also like


More Story

Po co mi to wszystko?

"Ile kilometrów dziś przejechałeś?", "Na rowerze w taką pogodę?", "Nie boisz się jeździć po ciemku?". Oto tylko...

2 March 2015